To będzie dobry tydzień. Sobota.

Dawno tyle kurew w jednym miejscu nie słyszałem. I te wesołe przyśpiewki… Mecze A klasy są fascynujące. Polecam. Szczególnie, gdy wygrywają nasi.

Poza tym rzeczywiście udaje mi się trochę odpocząć. Pierwszy dzień od dawna, gdy nie włączyłem komputera. Ale to wciąż nie urlop, bo Młodzież nie daje odpocząć, a i za szofera musiałem robić. Trudne jest życie posiadacza Janiny…

To będzie dobry tydzień. Środa.

Kupiłem sobie lody.

I knuję biznes, może nie życia, ale taki wewchuj duży. A miałem mieć to słowo na u, którego nie potrafię wypowiedzieć… W zasadzie to nawet nie pamiętam, jakie to słowo. Ale skoro szukają wykonawcy, to dlaczego mam się nie zgłosić? W końcu to flagowy polski obiekt. Co prawda niewypał trochę, ale jednak.

Sam się dziwię, że dziś nic się nie stało. Jeszcze.

To będzie dobry tydzień. Wtorek.

Zrobiłem kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty, z której jestem zadowolony otako. Ale działa. To pozytyw. W zasadzie to poza jednym małym ekscesem nie zdarzyło się dziś nic złego. To nawet nie do pomyślenia. Wiem, wiem, nie chwal dnia przez wschodem księżyca, tym bardziej tego w pełni. Ale jednak. To był dobry dzień. I nawet drabina, która się złożyła pode mną (nie kurwa, nie jestem gruby i ciężki – po prostu pierwszy raz w życiu nie sprawdziłem zapadek!), nie zmąciła mi wody w dobroci wtorku. I nie, to nie był ten eksces.

Więc tak, dostrzegam także dobre strony, choć niektórzy spisali mnie już na straty 😛

Sennik romański. Liść.

Cygankoprawdęcipowie, jesteś w domie?

Nie, ale jest mój kot, możesz śmiało mówić, wszystko słyszę.

No weź… Gdzie jesteś? Czekam.

(Po chwili…)

Nawet się wysrać przez Ciebie w spokoju nie mogę!

Oj, dokończysz jak ja skończę. Poza tym to niezdrowo tak długo siedzieć, hemoroidy i te sprawy. No bo to było tak: siedziałem na kocu pod drzewem. I wtedy przyszła ona. Nie mam bladego pojęcia, kim była. Usiadła plecami do mnie i oparła się o mnie. Czułem jej włosy, ciepło. A potem objęła się moimi rękami. I tak trwaliśmy. I trwaliśmy. I trwaliśmy. I trw…

Roman…

I jak już potrwaliśmy, ja ją pocałowałem. I wtedy z tej brzozy, co to pod nią oną siedzieliśmy, zaczęły spadać liście. I ja je zbierałem.

Bo widzisz Romuś, weź Ty poczekaj do wiosny, ewentualnie zimy początku, a nie na wstępie jesieni sobie będziesz spadkami życie ogarniał…

Pamiętajcie Drogie Dzieci: lepiej zbierać liście, niż z nich dostawać.