Sztuka.

Nie jest sztuką być wysokim. Sztuką jest być Wielkim.

Roman Pierwszy Ostateczny Wysoki. 02.2017r.

Chciałbym mieć IQ na poziomie swojego wzrostu. Choć to wcale nie uczyniłoby mnie jeszcze Wielkim. Ale pozwoliłoby łatwiej dostrzegać niż dostrzegam, lepiej reagować niż reaguję. Iść ku Wielkości.

Może bym się tak nie stoczył i nie ubabrał w gównie, choć każdy rację przyzna, że moczenie się w ciepłym życiowym kale uczy mądrości i pokory. Tępy ze mnie uczeń, ale jednak uczeń. Na wagary nie chodzę. Zbyt często. 

Potrzebuję wrażeń. Adrenaliny. Pędu. Zmian. Chyba byłem zbyt ustatkowany, ułożony. A teraz mi bije miast mądrości przybywać. A może to mądrość, tylko inaczej? Może w końcu odkrywam, czym jest życie, i że nie należy się przejmować pewnymi sprawami? Że coś trzeba zostawić, choćby przez pierdolnięcie drzwiami z dużym hukiem, by się stało coś dobrego. W końcu dobrego.

Chciałbym, żeby kiedyś dobro do mnie wróciło. Dałem z siebie dużo dobra. Daję. Wydaje mi się. Choć czasem o tym słyszę od Kogoś. W końcu jestem turbo-zajebisty. Dałem też zła. Nie odrobinę. I to wraca. Często. Ze zdwojoną siłą. 
Ale wiem, że po tych wrażeniach pojadę do Małastowa, wrzucę pieniądz do windy i przyjedzie jedzenie. I znów przybiję pieczątkę w książce. Albo wyjdę o zmroku na Tobołów, usiądę na krześle, wywalę nogi na poręczy i będę czekał, aż Swaróg wystawi zza góry słoneczko. Powiem mu co o nim myślę. I o jego kolesiach. I przez chwilę będę spokojny. Przez chwilę.

Rytuały są potrzebne, sprowadzają mnie na ziemię. Nie wszystkie. Niektóre. Inne powodują żal. Złość. Gniew. Strach. Pustkę. Nicość. Smutek.

Pamiętacie Kaśkę? Zmarł Jej dziadek. Jest 14°. A następna stacja to Sosnowiec. Taki śląski Radom. Nikt z Was nie wie, ale pisałem kiedyś przewodnik po jednym z miast, w którym żyłem przez długi czas. Bo gdy przywiozłem raz pierwszy gości, ni chuja nie byłem w stanie powiedzieć czegokolwiek o mieście. „Moim mieście”. I tak zacząłem pisać o ludziach, historii, ciekawostkach. A potem dopisywałem epizody z Polski. Z miast, w których byłem służbowo. Był i Radom. Choć poznałem przez tindera dziewoję (słownik mi zamienił na dziewicę, ale Ona nie jest), która pochodzi z Dąbrowy Górniczej. I twierdzi, że Dąbrowa jest gorsza od Sosnowca. 

Byłem służbowo w Sosnowcu lata temu. Jeszcze jak pracowałem w Krakowie. O rany, kiedy to było… 

Czekanie ssie.

Zawsze. Nieważne, czy czekasz na kontakt od kogoś, bo bardzo Ci zależy, wyniki konkursu, bo bardzo chcesz, następny odcinek serialu, bo lubisz, a fiut reżyser urwał w jak zawsze decydującym momencie, czy śmierć, choć ogromną ilość ludzi nie chce.

W zasadzie to dziś nie czekam już na nic, bo się nie doczekam i tak. Sezon się skończył, umierać dziś nie zamierzam, jest po zawodach, a i głupi jednozdaniowy mail nie przyjdzie.

Ale czekanie ssie.

Czy Ci dobrze, czy Ci źle…

… napisz do mnie na gie gie. Się miało i się ma nadal.

Zostałem zapytany przez Przyjaciółkę:

– Dlaczego marudzisz?

Odpowiedź była prosta i oczywista:

– Bo mi źle. 

Ale ta Ona nie dała mi spokoju: 

-Dlaczego Ci źle? 

– Bo nie jest mi dobrze. 

– A dlaczego nie jest dobrze Ci? 

– Bo tak. Bo nie dostrzegam pozytywów. 

– No właśnie.

No tośmy sobie pogadali.

Gdzie mam widzieć pozytywy? 

  1. Że niby w pracy? Pod górkę, a kwiecień to w ogóle zapowiada się turbo-chujowy. Strach się bać, co będzie dalej. 
  2. Że niby w domu? W jakim domu? 
  3. Że niby w uczuciach? Chciałem Kogoś spotkać, uciekł ten Ktoś. Spotkałem Kogoś, rozeszło się po kościach. Nie moich. Nie rozeszło się, to się okazało, że to zdesperowana łapa opadająca z ogromną prędkością i siłą. Wyrosłem z desperacji. Oj tak.
  4. W grach losowych? Nie, kuponów bez zwrotu Ci u nas pod dostatkiem.

Więc gdzie?

Się pytam się! Tylko bez frazesów. Pliz.